Muszę przyznać, że przez długi czas bardzo sceptycznie podchodziłam do produktów “ekologicznych”, “bio” itd. Wydawało mi się, iż w wielu przypadkach te oznaczenia to żerowanie na narastającej modzie na zdrowe i świadome odżywianie oraz żerowanie na osobach, które są skłonne zapłacić czasem kilkukrotnie więcej za produkt, z którego opakowania krzyczy napis BIO.

 

I chociaż ostrożność wciąż mi pozostała, a w głowie często zapala się czerwona lampka, gdy widzę oznaczenia typu “eko”, “naturalny” czy “prawdziwy”, to podejście do produktów BIO uległo zmianie. 

 

Wystarczyło poczytać trochę o uprawach konwencjonalnych i masowej produkcji. Tu nie chodzi tylko o to, że żywność z upraw ekologicznych nie może zawierać pestycydów i nie może być genetycznie modyfikowana. Nie chodzi też tylko o to, że zwierzęta z ekologicznych hodowli widzą codziennie słońce, mają swoją “życiową przestrzeń” i odżywiają się tym, czym naturalnie by się odżywiały, a nie tym, co akurat jest tańsze plus hormony i antybiotyki. Chodzi też o ekologiczne zmiany, którymi skutkuje konwencjonalna uprawa (wyczerpywanie gleb w wyniku jednostronnych upraw itp.).

Argument, że dzięki wprowadzeniu do swojej diety warzyw i owoców z upraw ekologicznych zmniejszę swoją ekspozycję na pestycydy jest dla mnie przekonywujący. Plus to, że gospodarstwa ekologiczne mają tak prowadzić swój biznes, aby był on w zgodzie i w równowadze ze środowiskiem oraz dbać o żyzność gleb, z czego można się spodziewać bogatszego składu minerałów w tak uprawianych warzywach i owocach.

 

ekoliść

Tylko pamiętajmy, że nie wystarczy, aby ktoś napisał na opakowaniu “naturalny”, “prosto od rolnika” czy “eko”. Zwracajmy uwagę na oznaczenia, najłatwiej rozpoznawalnym jest europejskie logo “zielony liść”, które od 2010 roku obowiązkowo musi znajdować się na produktach, w których zawartość składników “bio” jest większa niż 95%.

Fajny artykuł o oznaczeniach i o produktach ekologicznych znajdziesz tutaj.

 

Muszę przyznać, że zwracanie uwagi na produkty ekologiczne przychodzi w Austrii dużo łatwiej niż w Polsce. Mam wrażenie, że różnica cenowa między produktami konwencjonalnymi a bio nie powala z nóg oraz paleta bio-produktów w zwykłych supermarketach jest bardzo szeroka. Wiele sieci sklepów ma nawet swoją własną eko-markę (np. Ja!natuerlich w Billi czy Natur pur w Spar).

 

Ale ja Wam chciałam jeszcze dzisiaj powiedzieć o inicjatywie, która mnie zachwyciła. To tzw. Bio-koszyk, czyli koszyk pełen bio-wspaniałości dostarczany prosto pod Twoje drzwi. Taką usługę oferuje gospodarstwo Adamah, oddalone jedynie 10 km od Wiednia. Można skorzystać z ich usług jednorazowo lub też zamówić abonament, czyli np. dostawę koszyka co tydzień lub dwa. Skład koszyka wynika z sezonu oraz osobistych preferencji. Możesz zamówić same warzywa lub też dorzucić do tego trochę owoców. Koszyk możesz skomponować samodzielnie lub skorzystać z gotowych pakietów, np. koszyk regionalny, “biuro”, “mama i dziecko”, “grill”. W gospodarstwie Adamah uprawiane są nie tylko warzywa i owoce, ale także zboża, dzięki czemu możesz zamówić u nich mąkę, a także pieczywo od piekarni, z którymi współpracują. Posiadają również zioła (przez nich uprawiane i na miejscu suszone) oraz własnoręcznie wyciskane oleje. Dzięki współpracy z innymi ekologicznymi producentami do swojego koszyka możesz dorzucić nawet mięso, jajka, produkty mleczne, a wszystko popić ekologicznym winem.

 

Duży minus za pierwszy raz: nasza pierwsza dostawa przyszła o 5:50 rano, przy czym dostawca zadzwonił domofonem, który wyrwał nas z najgłębszego snu, po czym zostawił koszyk pod drzwiami i niepostrzeżenie się wycofał :)

 

Póki co: jestem zachwycona. W pierwszym koszyku znalazła się ogromna główka sałaty, sporo młodej marchewki, aromatyczne pomidory, seler wraz z nacią, śliwki, jabłka i borówka amerykańska. Do tego zamówiliśmy syrop z dzikiego bzu, słodzony koncentratem jabłkowym 😀

 

Kto mieszka w Wiedniu, temu gorąco polecam ADAMAH BioHof, a kto nie: szukajcie ciekawych inicjatyw w Waszej okolicy! Przykładem mogą być Spożywcze Kooperatywy.