Każde odwiedzane przeze mnie miejsce staram się zawsze chłonąć wszystkimi zmysłami, w ten sposób malując w swojej pamięci pełen obraz danego miasta czy kraju. Uwielbiam uciekać w naturę, kiedy najbardziej zaangażowane są moje oczy, którym nigdy nie dość kolejnych gór, mórz czy lasów. Ale lubię też poznawać inne miasta. Oglądać ludzi, uliczki i kamienice, wyobrażać sobie, kto w nich mieszka i jak żyje. Słuchać rozmów i dźwięków miasta, czuć przenikające się zapachy jedzenia, ludzi, życia… No i oczywiście smakować. Smakować dane miejsce…

 

W moich notatkach z wakacji kluczowe miejsce zajmują zawsze informacje o tym, co, gdzie i z kim jadłam. Takie wskazówki bardzo chętnie przekazuję później dalej, polecając lub odradzając. Sama często do nich wracam, żeby przypomnieć sobie miłe chwile.

 

Oto moje subiektywne notatki z Hiszpanii.

Hiszpańska kuchnia zachwyciła mnie i pozytywnie zaskoczyła równocześnie. Zaskoczyła dlatego, że nie jestem fanką owoców morza, a właśnie z tym najbardziej kojarzył mi się Półwysep Iberyjski. Okazało się, że można w Hiszpanii rozsmakować się w szerokim spektrum potraw i jestem przekonana, że każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Na początek: pajda chleba po katalońsku…

2015-06-30 09.51.10

czyli Pa amb tomàquet. To bardzo prosty, ale moim zdaniem zaskakująco pyszny sposób podawania pieczywa (jako śniadanie, przekąska, przystawka). Bierzesz kromkę chleba (może nawet nie być zbyt świeży), przypiekasz go, po czym wcierasz w niego przekrojonego na pół pomidora i obficie polewasz oliwą. Możesz również wetrzeć w chleb przekrojony ząbek czosnku, choć kelnerka w pewnej katalońskiej restauracji lojalnie nas uprzedziła, że ten zwyczaj nie jest typowo kataloński :) Oczywiście w daniu kluczowe są dwa składniki: pomidory i oliwa, które w Hiszpanii smakowały wyśmienicie.

 

Lunch w Barcelonie

Dzięki wskazówkom znajomych trafiliśmy w Barcelonie do naprawdę wyjątkowych miejsc, których nie waham się polecać dalej. W porach obiadowych można się w bardzo wielu miejscach najeść do syta w rozsądnej cenie (10 – 12 euro), otrzymując przystawkę lub pierwsze danie, danie główne i deser, a często również napój. Szczególnie polecam Wam dwa miejsca:

Merce Vins

2015-07-06 15.52.33

ten lokal jest tak niepozorny, że nawet nie ma własnej strony internetowej (mogę Was jedynie odesłać do serwisu Trip Advisor). W kilku słowach: bardzo rodzinnie, przytulnie, przemiła obsługa i przepyszne jedzenie. Menu dnia zmienia się, oprócz niego jest również karta z tapas. W obiadowym menu polujcie na gazpacho (czyli lekko pikantny chłodnik z pomidorów i papryki), wyjątkowe sałatki, a jako główne danie: dorsz lub grillowane mięsa. Wiem, że to Hiszpania, a nie Włochy, ale właśnie tutaj na deser jadłam najlepsze jak dotąd tiramisu…

 

Teresa Carles

W moim odczuciu wegetariański raj. W porze lunchu warto zadbać wcześniej o stolik. Już samo czekanie na miejsce pobudziło mój apetyt: przy wejściu oraz przy barze ułożone są wiklinowe kosze ze świeżymi i dojrzałymi warzywami, z których od czasu do czasu kucharz zabiera coś do kuchni. Dania dnia wystawione są na ladzie, dzięki czemu można zacząć proces podejmowania decyzji :) Bardzo przyjemny wystrój i miła atmosfera to tylko wstęp do wspaniałych wrażeń smakowych. Wśród przystawek polujcie na sałatki lub greenpacho (zielona wersja gazpacho), na główne danie może uda Wam się trafić na pyszną tortillę (ziemniaczany omlet, próbę odtworzenia znajdziesz tutaj), a jeśli wśród deserów dnia jest TCC (Three Chocolate Cake), to nie wahajcie się ani chwili…

http://www.teresacarles.com/

 

Na deser: katalońska wersja creme brulee, czyli crema catalana

2015-06-29 21.47.24

W przeciwieństwie do francuskiej wersji, która przygotowywana jest na śmietanie, wersja hiszpańska powstaje na mleku, dzięki czemu jest wyjątkowo delikatna i wręcz aksamitna w smaku. Próby odtworzenia crema catalana w warunkach domowych przede mną! Jeśli wybierzesz się do Katalonii, koniecznie wypróbuj ten deser.

 

Wieczór przy tapas

A w naszym przypadku przy… pinchos, a właściwie to pintxos, jak to jest w języku baskijskim. Pintxos przypominają tapas, najczęściej podawane są na bagietce i przekłute wykałaczką, która trzyma całość “w kupie”. Przepyszne i popularne miejsce to Irati Taverna Basca, gdzie stojąc przy barze możemy do woli sięgać po przeróżne pintxos: płacimy wychodząc, na podstawie ilości wykałaczek, patyczków oraz plastikowych łyżeczek, które pozostały na talerzu… Warto też polować na kelnerów, którzy od czasu do czasu donoszą ciepłe przekąski. Szczególnie pyszne były pintxos z cienkimi, hiszpańskimi kiełbaskami lub z małymi, okrągłymi krokiecikami z farszem rybnym, mięsnym lub warzywnym. Spróbujcie również warzywnych babeczek. Oferta pintxos jest dość duża i bazuje między innymi na sezonowych produktach. Naprawdę polecam, nie tylko ze względów smakowych, ale również dla doświadczenia posiłku w takiej formie!

http://www.iratitavernabasca.com/

 

Hiszpania bardziej dzika

Nasza tegoroczna wycieczka to nie tylko Barcelona, ale również olśniewające Pireneje, gdzie w dużej mierze żywieniowo zdani byliśmy na siebie. Muszę jednak powiedzieć, że campingowe pikniki wspominam równie cudownie jak barcelońskie wykwintności. A wszystko dzięki dobrej jakości produktom, w które można było się zaopatrzyć. To właśnie tam jadłam najsmaczniejsze awokado pod słońcem: nie było ani niedojrzałe, ani zepsute (dwa stany, w których najczęściej można zakupić awokado w Polsce). Do tego pyszne sery, doskonałe oliwki, świeża bagietka, wyśmienita oliwa, dojrzewające w hiszpańskim słońcu pomidory no i bez dwóch zdań Rioja lub inne hiszpańskie wino… A wokół szumią drzewa, wysokie góry dają przyjemny cień od wieczornego słońca, górski strumień płynie z uspokajającą niezmiennością… czegóż chcieć więcej od życia? :)

 

PS Za bardzo cenne wskazówki dziękuję Izie, Asi i Michałowi :)

2015-07-03 12.53.39-1