Dzisiaj wpis dość nietypowy. Nie będzie porad zza aptecznej lady. Nie będzie przepisu na coś zdrowego. Będzie trochę sentymentalnie i nostalgicznie. I o tym, dlaczego stare apteki mają w sobie coś magicznego.

 

20140604_135736_Richtone(HDR)

A wszystko dlatego, że całkiem niedawno udało mi się odwiedzić bardzo przyjemne Muzeum Farmacji w miejscowości Cottbus (wschodnie Niemcy). Kolekcja przeniosła mnie w świat dawnych aptek, począwszy od tych z XVI wieku, kiedy to wybudowano budynek apteki, mieszczący obecnie muzeum i sklep zielarski.

 

Apteki to nie byle jakie. Czuje się w nich wyraźnie zapach leczniczych ziół, a w całym wystroju i przedstawionych narzędziach pracy widać niezmierną precyzję i dbałość o detale. Przecież wyraźne oznaczenie substancji leczniczej może decydować o czyimś życiu lub zdrowiu. Gdzieś nad tym wszystkim unosi się duch Aptekarza, którego wyobrażam sobie jako niezwykle skupionego pana w średnim wieku, pracującego spokojnie i skrupulatnie, kierującego się wyłącznie dobrem pacjenta, a nie własną korzyścią, poświęcającego swój czas i uwagę na zgłębianie wiedzy oraz na niespieszną rozmowę z pacjentem, którego darzy szacunkiem. Wyobrażam sobie też Pacjenta. Pacjenta szukającego pomocy u Aptekarza, który nigdy nie zawiódł. Pacjenta, który ufa, który jest cierpliwy, na pewno nie roszczeniowy, który… szanuje Aptekarza i jego pracę.

20140604_142223_Richtone(HDR)

 

20140604_140339

Ach, sentymenty sentymentami, a Muzeum kryje w sobie wiele ciekawych ekspozycji i płynących z nich historii. Najbardziej wiekową izbę apteczną ukazuje nam model apteki z 1700 roku, zaprojektowanej w stylu barokowym. W tym czasie (do początków XIX wieku) pacjenci nie mieli wstępu do aptek, były one zamkniętym miejscem pracy farmaceutów. Metody leczenia z tamtego okresu często wydają się nam dziwne lub przerażające… Wierzono wówczas m.in., iż oczy sarny są lekarstwem na ból zęba, pająk krzyżak zwalczy migrenę a żywe stonogi używano jako lekarstwo na torbiele pęcherza moczowego i kamienie nerkowe. Bez oporów stosowano także w farmacji krew oraz mocz.

Nie wiem, czy wiecie, ale obecnie wciąż wykorzystuje się zwierzęce organy do produkcji niektórych bardzo popularnych leków homeopatycznych. Ale może czasem lepiej nie znać szczegółów? :)

20140604_141318

Przepiękną ekspozycją jest wyposażenie apteki, którą teraz nazwalibyśmy sklepem zielarskim. Okazuje się, że w dawnych czasach apteki skupowały od ludzi zebrane przez nich zioła, z których następnie przyrządzano lekarstwa. Współcześnie zupełnie nie do pomyślenia, prawda?

20140604_143019_Richtone(HDR)

Pomieszczenie, w którym przechowywano zioła, również posiada niepowtarzalny klimat. Zapachy suszonych surowców leczniczych wciąż są bardzo żywe. W rogu pokoju znajduje się szafa, zamykana czworgiem drzwi, każde z nich opatrzone solidnym zamkiem. Tu przechowywano trucizny, zarówno te ziołowe, jak i rtęć, kwas pruski, czy arszenik, który w owym czasie stosowano w leczeniu syfilisu.

 

 

20140604_143422_Richtone(HDR)

Ekspozycję zamyka pomieszczenie apteczne z czasów DDR. Zdecydowanie bliżej mu do współczesnej apteki, choć brak tu jeszcze krzykliwych plakatów, jasnego oświetlenia, plazmowych telewizorów… reklama leków była wtedy zakazana. Asortyment też wydaje się uboższy.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu na rynku niemieckim istniało ok. 7000 różnych lekarstw. Obecnie ich liczba wynosi ponad 100 000.

A dlaczego taki przyrost? Ano dlatego, że kilkadziesiąt lat temu kierowano się prostym prawem: jedna substancja aktywna, jeden preparat i jeden producent. Dzięki temu na rynku istniał jeden rodzaj przysłowiowej aspiryny. Obecnie w Niemczech, ku dezorientacji przeciętego Kowalskiego (lub bardziej precyzyjnie: przeciętnego Müllera :) ), zarejestrowanych jest ich… ponad 100.

20140604_143524_Richtone(HDR)

Kończąc wizytę w muzeum zahaczyłam o sklep, w którym zaopatrzyłam się w pyszną herbatkę jaśminową i wytwarzane lokalnie wino z czarnego bzu – słodziutkie i bardzo pyszne!

Muzeum Farmacji przeniosło mnie trochę w czasie… przypomniało mi się to, co tak bardzo pociągało mnie w tym zawodzie, a co czasem obecnie gdzieś umyka w natłoku reklam, szeroko pojętego merchandisingu, walki o pozycję na rynku… Gdzieś w tym wszystkim zapominamy, jaka to odpowiedzialna i piękna praca. Jak bardzo możemy pomóc drugiemu człowiekowi (o ile oczywiście zechce, by mu pomóc). Jak czasem warto trochę zwolnić i zastanowić się, czy rzeczywiście dobro pacjenta jest moim priorytetem. 

 

 

20140604_144532_Richtone(HDR)

20140604_140931_Richtone(HDR)

 

20140604_153323