Jakiś czas temu przygotowywałam artykuł dotyczący topinambura i natknęłam się na to, jak bardzo “po macoszemu” traktowane jest u nas to warzywo. Wydaje się nam, że to może znowu jakiś nowy wymysł zwolenników zdrowego odżywiania, a tak naprawdę topinambur to roślina z bardzo długą tradycją i historią. Do tego posiada ogromny potencjał prozdrowotny! To chyba wystarczy, żeby się nim zainteresować?

 

Okazuje się, że topinambur uprawiany i chętnie spożywany był w Ameryce Północnej przez plemiona Indian, jeszcze zanim dotarł tam Krzysztof Kolumb. Jak można się domyślić, kiedy już Europejczycy zawitali za Oceanem, zainteresowali się rośliną, zbliżoną dość do słonecznika zwyczajnego (zresztą inna nazwa topinamburu to słonecznik bulwiasty) i zabrali go ze sobą. Tak to właśnie topinambur zaczął być uprawiany również w Europie, a szybko okazało się, że jest mało wymagającą rośliną. Nie wiedzieć czemu, wkrótce na europejskich stołach zapanowały ziemniaki, sprawiając, że topinambur uznawany jest obecnie za dość wyszukane warzywo.

 

Czemu warto spróbować topinambur?

Po pierwsze to warzywo “dietetyczne”: mało kalorii i niski indeks glikemiczny (to dla tych, co lubują się w liczeniu przy jedzeniu :)).

Po drugie i najważniejsze: zawiera INULINĘ, która jest roślinnym magazynem cukrów prostych.

W większości rośliny magazynują węglowodany w postaci skrobii (np. ziemniak), która jest zbudowana z cząsteczek glukozy. Inulina natomiast jest polimerem (czyli łańcuchem cząsteczek) fruktozy: cukru, który w mniejszym stopniu oddziałuje na poziom glukozy we krwi, nie powodując jego gwałtownych skoków po posiłku. 

Aardperen

Inulina nie jest trawiona przez enzymy naszego przewodu pokarmowego. Dostaje się ona do jelita grubego, gdzie zajmują się nią dobroczynne bakterie. Inulina stanowi dla nich “pożywkę” – jest tzw. prebiotykiem, prowadząc do wzmocnienia przewagi bakterii dobroczynnych nad chorobotwórczymi w przewodzie pokarmowym. Obrabiając termicznie topinambur przed spożyciem doprowadzamy do częściowej hydrolizy (czyli rozpadu) inuliny z uwalnianiem pojedynczych cząsteczek fruktozy (dlatego im dłużej poddajemy warzywo obróbce, tym jest ono słodsze), ale wciąż zostaje nam pewna część inuliny, która nie jest trawiona i odżywia naszą florę bakteryjną.

Dodatkowo inulina, pełniąc funkcję błonnika pokarmowego, wpływa korzystnie na pracę jelit, pobudzając perystaltykę i zapobiegając zaparciom. 

Badania na szczurach potwierdziły, że dzięki zawartości inuliny, topinambur wpływa korzystnie na poziom glukozy we krwi (ważne u cukrzyków!), a także obniża poziom cholesterolu całkowitego, LDL (“tego złego”) i trójglicerydów oraz wspiera prawidłowe funkcjonowanie wątroby i nerek (zagrożonych również u diabetyków). 

Pojawiają się także doniesienia o antynowotworowym działaniu topinamburu (zwłaszcza na raka sutka), zapobieganiu infekcjom dróg moczowych, a także o działaniu przeciwstresowym i zwiększającym koncentrację (!).

To wszystko sprawiło, że moje pisanie artykułu na temat topinambura zaowocowało wyprawą na targ, zakupem kilograma bulw oraz wieczorem w kuchni, pełnym topinamburowych eksperymentów. O pomysłach na topinambura napiszę słów kilka wkrótce, ale póki co, szczerze zdradzę Wam jedno: chyba najbardziej smakuje mi chrupany na surowo…

 

Źródła:

Wartość odżywcza i prozdrowotna słonecznika bulwiastego (Helianthus tuberosus L.) I. Mystkowka, K. Zarzecka; Postępy Fitoterapii 2/2013
Beneficial effects of soluble dietary Jerusalem artichoke (Helianthus tuberosus) in the prevention of the onset of type 2 diabetes and non-alcoholic fatty liver disease in high-fructose diet-fed rats; Wan-Ching Changa et al.
Physiological Response to Diets Fortified with Jerusalem Artichoke Tubers (Helianthus tuberosus L.) Powder by Diabetic Rats; Eid A. Zaky

Zdjęcia: Wikipedia