Nie mogę powiedzieć, żebym w tym sezonie zaszalała kulinarnie z bobem. Jak wszyscy, którzy dzielą los przybyłych do krajów niemieckojęzycznych, każdego lata przypominam sobie o tym samym problemie: tu nie ma BOBU! Tego bobu, który jest kwintesencją wakacyjnego wieczoru, kiedy to wyjada się go prosto z garnka parząc sobie przy okazji palce…

 

Tak więc tego lata rozpoczęłam kampanię poszukiwania bobu w Austrii. Rozpuściłam wici wśród rodowitych mieszkańców, cierpliwie tłumacząc, co to jest bób, jak wygląda i dlaczego jest dla mnie taki ważny. I… odniosłam częściowy sukces. Sukces, bo udało się znaleźć bób, częściowy, bo nie jest to bób świeży, ani nawet mrożony, ale… w słoiku, w słonej zalewie* (podobnie jak można kupić ugotowaną fasolkę czy kukurydzę). Zawsze coś! Dzięki słoiczkowi takiego bobu mogłam się cieszyć smakiem lata (choć za oknem prawie zima). Z ugotowanego bobu można przyrządzić bardzo pyszną i niezwykle prostą pastę do kanapek. Może ktoś z Was przezornie zamroził jakąś porcję bobu i będzie miał okazję ją jeszcze w tym roku spróbować?

 

Składniki:

1,5 szklanki ugotowanego i obranego bobu (lub ze słoika, odsączonego)

1 ząbek czosnku 

1 łyżka posiekanej natki pietruszki

1 łyżeczka soku z cytryny 

1 łyżka oliwy z oliwek 

sól, pieprz

(odrobina wody)

 

Wszystkie składniki miksujemy w blenderze, pod koniec w razie potrzeby dodajemy nieco wody i/lub oliwy, jeśli pasta jest zbyt gęsta i kleista.

Smacznego!

 

* Dla tych, którzy szukają bobu w Austrii – znalazłam go w Bio-Supermarkecie Denn’s w Wiedniu.