Wiecie, że w poniedziałek był Światowy Dzień Pizzy? Możecie powiedzieć, że to niezbyt fortunna informacja na blogu poświęconym zdrowemu żywieniu. Ale muszę Wam się przyznać – jestem wielkim miłośnikiem pizzy, ale takiej prawdziwej, przez duże P. I takiej pizzy, której towarzyszy odpowiednia otoczka, czyli chociażby rodzina lub przyjaciele, którzy z niecierpliwością czekają, aż taka domowa pizza wyskoczy z mojego pieca. Albo najlepiej jeśli towarzyszy jej włoska sceneria: niewielka knajpka ze stolikami na równie niewielkim placu, w centrum jakiegoś zagubionego włoskiego miasteczka… I Absolutny Brak Pośpiechu.

 

Mówi się, że pizza to danie biedaków i pewnie coś w tym jest. Oczywiście można na pizzę wrzucić tonę drogich dodatków, ale ta prawdziwa włoska pizza urzeka swoją prostotą i umiarem. Z drugiej strony, praktycznie cokolwiek, co znajdziesz w lodówce, może pysznie smakować na lekko chrupiącym cieście. Oczywiście moje eksperymenty to tylko marne próby odtworzenia tej prawdziwej pizzy. Na pewno moją sytuację poprawiłby piec chlebowy :) Mimo wszystko są to próby warte zachodu. A wkrótce sami przekonacie się, że nie jest to bardzo trudne.

Tak jeszcze na marginesie. Znalezienie prawdziwej włoskiej pizzy w samych Włoszech może wbrew pozorom sprawić nieco trudności. Wiele lat temu odwiedzając Sycylię miałam szczęście mieć za przewodników mieszkańców tej pięknej wyspy. To właśnie oni zaprowadzili mnie do miejsca, gdzie zjadłam najlepszą pizzę w swoim życiu. A było to miejsce… do którego sama, kierując się intuicją, na pewno bym nie weszła! Mikroskopijna knajpka ukryta w wąziutkiej uliczce, z dala od sunącego potoku przechodniów i turystów, w środku może jeden – dwa stoliki z ceratą w kratkę… Ale to właśnie tam powstawała najlepsza pizza w mieście!

 

Składniki:

Ciasto*:

500 g mąki pszennej na pizzę**

12 g drożdży

250 ml wody

25 ml oliwy 

łyżeczka soli

łyżeczka cukru

 

Nadzienie:

passata pomidorowa

dobra mozarella

dwie garści suszonych grzybów Shitake

czerwona papryka

2 szalotki

oregano

 

  1. Drożdże mieszamy z łyżeczką cukru i kilkoma łyżkami wody, odstawiamy na 10 minut w ciepłe miejsce.
  2. W misce mieszamy ręką wszystkie składniki na ciasto, przekładamy na blat i wyrabiamy porządnie kilka minut. Wkładamy z powrotem do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na około dwie godziny. W połowie czasu mocno uderzamy ciasto pięścią.
  3. W międzyczasie moczymy grzyby Shitake w letniej wodzie (min. godzinę) i przygotowujemy paprykę. Kroimy ją na ćwiartki, usuwamy gniazda nasienne, lekko skrapiamy olejem, zawijamy w folię i pieczemy ok. 15 minut w piekarniku (200 stopni).
  4. Grzyby odcedzamy, płukamy dokładnie i osuszamy. Podsmażamy na patelni z odrobiną masła klarowanego.
  5. Wyrośnięte ciasto dzielimy na pół, połówkę jeszcze chwilkę wyrabiamy i rozwałkowujemy bardzo dokładnie. Przekładamy na blachę do pieczenia wyłożoną papierem. Na wierzchu rozsmarowujemy passatę pomidorową, posypujemy obficie oregano i startą lub pokrojoną mozarellą. Na to dajemy podsmażone grzyby, pokrojone w plasterki szalotki i czerwoną paprykę (obraną i pokrojoną w kostkę).
  6. Pieczemy w najwyższej możliwej temperaturze w najkrótszym możliwym czasie :)

Życzę Wam smacznych włoskich przeżyć!

 

* Z tej ilości składników wychodzą dwie pizze wielkości standardowej blaszki w piekarniku. Często piekę tylko jedną, a ciasto na drugą zamrażam. Kiedy znowu zatęsknię za włoskimi klimatami wystarczy je tylko rozmrozić i wrzucić nadzienie!

** Najlepsza do pizzy jest mąka typu 00 (jakiś czas temu można było ją dostać w Almie). Jeżeli natomiast lubicie eksperymentować, możecie mąkę pszenną w połowie zastąpić mąką orkiszową.

Klasyczne i mniej standardowe przepisy na pizze znajdziesz na stronie akcji Światowy Dzień Pizzy:
Pyszna pizza